Znasz to uczucie, kiedy kolejny raz jesteś w podobnej sytuacji, mimo że obiecałaś sobie, że już nigdy?
Inny mężczyzna, ta sama obojętność. Inna praca, ten sam brak uznania. Inna przyjaźń, to samo poczucie, że jesteś tą, która daje więcej.
Przez długi czas myślałam, że to pech. Że po prostu źle trafiam. Dziś wiem, że to nie był pech — to były wzorce z dzieciństwa, które nadal wybierały za mnie.
Jest taki moment w życiu, kiedy wszystko zaczyna się rozpadać, mimo że z zewnątrz robisz wszystko dobrze.
Czytasz książki. Chodzisz na terapię. Pracujesz ze sobą. A mimo to czujesz coraz większe zmęczenie, jakby coś w Tobie umierało.
To bardzo częsty etap. W internecie pokazuje się go zwykle bardzo romantycznie — jako duchowe przebudzenie, mistyczne doświadczenie pełne światła.
Prawda wygląda inaczej. To zagubienie. Samotność. Rozpad relacji, które wydawały się pewne. Poczucie, że już nie pasujesz do starego życia, ale jeszcze nie wiesz, kim jesteś bez niego.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się coś ważnego — zrozumienie, że nie da się uzdrowić siebie bez zobaczenia własnych wzorców.
Nieważne, ile medytujesz, ile książek przeczytasz, ile warsztatów przejdziesz. Twoja podświadomość i tak będzie wybierała to, co zna. Nawet jeśli to Cię rani.
To trudne do zaakceptowania. Ja sama przez lata nie rozumiałam, dlaczego moje decyzje, reakcje i relacje wcale nie były tak świadome, jak mi się wydawało. One były pamięcią.
Jeśli dziewczynka wychowywała się w domu, w którym była przemoc, krzyk, napięcie albo chłód, jej układ nerwowy uznaje taki świat za znajomy. I to nie musi wyglądać identycznie w dorosłości. Jeśli tata bił, partner wcale nie musi bić — może karać ciszą, może odrzucać, może być emocjonalnie niedostępny, może wywoływać ciągłe napięcie.
Bo podświadomość nie szuka szczęścia. Szuka tego, co jest znane i „bezpieczne" — nawet jeśli to boli.
I tu jest coś ważnego: to nie była „Twoja wina". To była historia, którą niósł Twój układ nerwowy. Historia Twoich rodziców. Ich rodziców. I tego, co było przekazywane dalej.
Można przeczytać sto książek i nadal cierpieć.
Można wiedzieć, skąd bierze się schemat. Można rozumieć swoje dzieciństwo. Można nawet dokładnie wiedzieć, dlaczego reaguje się w określony sposób. A ciało nadal pamięta. Układ nerwowy nadal reaguje po staremu.
Dlatego tak ważne jest nie tylko „wiedzieć", ale naprawdę spotkać się ze sobą głębiej — bez uciekania, bez udawania, bez kolejnej maski „silnej osoby".
Po latach pracy ze swoimi wzorcami zaczęłam widzieć coś jeszcze. Że istnieją dwa poziomy życia. Pierwszy to poziom człowieka, psychologii, schematów, przyczyn i skutków — ten, na którym dzieciństwo wpływa na dorosłość, a nasze doświadczenia zapisują się w układzie nerwowym. Ten poziom jest
prawdziwy i nie da się go przeskoczyć.
Problem pojawia się wtedy, kiedy próbujemy od razu wejść na drugi, głębszy poziom — mówiąc sobie „to tylko ego", „trzeba odpuścić" — zanim jeszcze zobaczyłyśmy własną historię. Jeśli Twoje wzorce nadal trzymają Cię w cierpieniu, samo duchowe rozumienie bardzo często nie wystarczy. Najpierw trzeba zobaczyć swoją historię. Dopiero potem można zacząć widzieć, że nie jest się wyłącznie tą historią.
Praca nad wzorcami z dzieciństwa nie polega na tym, żeby bez końca rozdrapywać przeszłość. Polega na tym, żeby przestała ona po cichu kierować Twoją przyszłością.
W pracy z klientkami widzę to bardzo często: kobieta przychodzi z konkretnym problemem — trudną relacją, lękiem, powtarzającym się konfliktem — a po kilku sesjach nagle łączą się jej wszystkie kropki. Zaczyna rozumieć nie tylko „co" się dzieje, ale „dlaczego" akurat w ten sposób reaguje od lat. To moment, w którym przestaje siebie obwiniać i zaczyna naprawdę widzieć swój wzorzec z boku.
Właśnie tej pracy — ze schematami, emocjami, relacjami i wewnętrznym dzieckiem — poświęcona jest sesja mentoringowa 1:1. To nie jest rozmowa o tym, co było. To wspólne dochodzenie do tego, co nadal wpływa na Twoje dzisiejsze wybory. Czasem jedna dobrze poprowadzona rozmowa pokazuje coś, czego człowiek nie widział przez całe życie.
Tak. Bardzo ważne jest jednak, aby w tym procesie towarzyszyła Ci osoba, do której czujesz zaufanie i przy której możesz poczuć się bezpiecznie. Samemu często trudno jest zobaczyć własne schematy, ponieważ nasze mechanizmy obronne potrafią skutecznie odcinać nas od tego, czego nie chcemy lub nie jesteśmy gotowi zobaczyć. Druga osoba, która wie, jak Cię poprowadzić, może pomóc dotrzeć do źródła wzorca i emocji, które są z nim związane. Często już samo uświadomienie sobie schematu, zobaczenie go i pozwolenie sobie na poczucie tego, co wcześniej zostało zablokowane, sprawia, że wzorzec zaczyna odpuszczać. Nie zawsze musi być to długi proces. Praca nad wzorcami z dzieciństwa najlepiej sprawdza się na sesji mentoringowej ( terapia z elementami regresji).
Zanim zapiszesz się na jakąkolwiek sesję, spróbuj czegoś prostego. Przez najbliższy tydzień zapisuj sytuacje, w których poczułaś silniejszą emocję, niż wydawała się „adekwatna" do sytuacji — złość, lęk, wstyd, poczucie odrzucenia.
Nie analizuj ich od razu. Po prostu zapisz: co się wydarzyło, co poczułaś, i czy to uczucie jest Ci skądś znajome. Bardzo często po kilku dniach zaczyna się rysować wzór — ten sam rodzaj sytuacji, ta sama reakcja, może nawet te same słowa w głowie.
To pierwszy krok do tego, żeby przestać nazywać to pechem, a zacząć nazywać to tym, czym naprawdę jest.
Jeśli czujesz, że to, o czym piszę, dotyka czegoś, co nosisz od dawna, nie musisz przechodzić przez to sama. Możesz umówić się na sesję mentoringową 1:1 i przyjrzeć się swoim wzorcom razem ze mną. Czasem jedna rozmowa potrafi otworzyć coś, czego nie widziałaś przez całe życie.
Karolina 🤍