Może słyszałaś o tym pojęciu na terapii. Może trafiłaś na nie w jakiejś książce albo na Instagramie. I gdzieś z tyłu głowy zostało Ci pytanie, które trudno ubrać w słowa.
Bo z jednej strony coś w tym brzmi sensownie. Z drugiej — co to właściwie znaczy „pracować z wewnętrznym dzieckiem"? Czy to nie jest trochę… dziwne? Czy to w ogóle działa?
Jeśli tak właśnie myślisz, to dobrze trafiłaś. Chcę Ci pokazać, czym naprawdę jest ta praca — bez duchowego lukru i bez teorii, która nic nie zmienia.
Wewnętrzne dziecko to nie metafora na użytek coachów. To bardzo konkretna rzecz.
Chodzi o tę część Ciebie, która ukształtowała się w dzieciństwie — zanim miałaś narzędzia, żeby rozumieć świat. Zanim wiedziałaś, że tata krzyczy, bo sam jest przestraszony. Zanim rozumiałaś, że mama nie przytula, bo nikt jej nie przytulał.
Jako dziecko nie analizowałaś. Wyciągałaś wnioski.
„Kiedy płaczę, robię się problemem. Lepiej nie płakać."
„Kiedy jestem grzeczna, dostaję miłość. Muszę być grzeczna."
„Kiedy coś się nie udaje, wszyscy się denerwują. Muszę być idealna."
Te wnioski stają się przekonaniami. A przekonania zaczynają rządzić dorosłym życiem — w pracy, w relacjach, w tym, jak reagujesz, gdy ktoś jest na Ciebie zły albo gdy coś Ci nie wychodzi.
I to jest właśnie ten moment, kiedy praca z wewnętrznym dzieckiem staje się nie terapeutycznym modnym hasłem, ale bardzo konkretną potrzebą.
Nie każda trudność życiowa ma źródło w dzieciństwie. Ale są pewne sygnały, które mówią wprost, że tam właśnie warto zajrzeć.
Reagujesz mocniej, niż sytuacja „powinna" wywoływać. Ktoś powiedział coś neutralnego, a Ty poczułaś falę wstydu albo nagle stałaś się mała. Szef poprawił Twój raport, a w środku przez chwilę byłaś z powrotem w podstawówce, przy tablicy, gdy nauczycielka mówiła, że to za mało.
Czekasz na czyjąś zgodę, zanim zaczniesz działać. Trudno Ci podjąć decyzję bez upewnienia się, że ktoś ważny aprobuje. Nawet jeśli na zewnątrz wyglądasz jak osoba pewna siebie.
Masz poczucie, że w środku jest jakaś część, która bardzo chce być zauważona. Doceniona. Usłyszana. I że żadna zewnętrzna pochwała tego głodu do końca nie zaspokaja.
Jeśli choć jedno z tego brzmi znajomo — to jest właśnie ten sygnał.
To pytanie słyszę najczęściej. I rozumiem, dlaczego — bo wiele opisów tej pracy brzmi abstrakcyjnie. „Skontaktuj się ze swoim wewnętrznym dzieckiem." Ale jak?
W pracy mentoringowej, którą prowadzę, zaczynam od czegoś bardzo konkretnego. Zanim cokolwiek „przepracujemy", chcę wiedzieć, co Twój układ nerwowy uważa za normalne. Jakie sytuacje wywołują w Tobie reakcje, które wydają się nieproporcjonalne. Co sprawia, że nagle czujesz się mała, niewystarczająca albo przeźroczysta.
To jest punkt wejścia. Nie wielka trauma. Często zwykły moment z codzienności.
Potem cofamy się. Szukamy, skąd ta reakcja pochodzi. Kiedy po raz pierwszy poczułaś dokładnie to samo. Gdzie byłaś. Co się wtedy działo.
I najważniejszy krok — nie tylko zobaczyć tamtą scenę, ale naprawdę spotkać się z tą małą dziewczynką. Nie jako obserwator z zewnątrz. Jako dorosła Ty, która może teraz dać jej to, czego wtedy nie dostała.
Uwagę. Obecność. Powiedzenie jej: „Widzę Cię. Nie musisz na to zasługiwać."
To brzmi prosto. Ale kiedy dzieje się naprawdę, a nie tylko intelektualnie — jest jednym z najbardziej poruszających doświadczeń, jakie znam.
Tak, i powiem Ci dlaczego.
Ta praca nie polega na fizycznej obecności w gabinecie. Polega na poczuciu bezpieczeństwa i gotowości do spotkania z sobą. A to można osiągnąć równie dobrze — a czasem nawet lepiej — w swoim własnym domu, w fotelu, który znasz.
Wiele kobiet, z którymi pracuję online, mówi, że właśnie ta swojska przestrzeń pomaga im zejść głębiej. Nie ma obcego krzesła, nie ma dojazdu, nie ma stresu z logistyką. Jest tylko rozmowa i to, co wyłania się w jej trakcie.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak wygląda mentoring online i czy ta forma pracy jest dla Ciebie, możesz to sprawdzić tutaj.
Zanim zdecydujesz się na pracę z kimś, możesz zrobić jedno ćwiczenie. Jest proste, ale wymaga chwili skupienia i spokojnego miejsca.
Przypomnij sobie sytuację z ostatnich tygodni, w której zareagowałaś silnie — złością, wstydem, smutkiem albo poczuciem, że nagle „skurczyłaś się" w środku. Nie musisz brać największej traumy. Wystarczy coś z codzienności.
Teraz zamknij oczy i zapytaj siebie: ile lat miałam ostatnio, gdy tak się czułam? Gdzie byłam? Co się wtedy działo?
Pozwól, żeby coś się pojawiło. Nie analizuj, nie oceniaj. Tylko patrz.
To jest pierwszy krok w stronę wewnętrznego dziecka. Nie technika, nie ćwiczenie z podręcznika. Po prostu — zauważenie, że ta mała dziewczynka wciąż tam jest. I że może po raz pierwszy w życiu zasługuje na Twoją uwagę bardziej niż cokolwiek innego.
Jeśli czujesz, że to, o czym piszę, dotyka czegoś w Tobie — i chcesz zacząć tę pracę z kimś, kto przeprowadzi Cię przez nią krok po kroku — zapraszam Cię na sesję mentoringową 1:1.
Czasem wystarczy jedna rozmowa, żeby zobaczyć coś, czego człowiek nie widział przez całe życie.
Karolina 🤍